11 kwietnia - Krzysztof Rzepkowski - Negocjacje bez przeciągania liny

W powszechnym mniemaniu negocjacje to trudna i emocjonująca rozmowa o cenie, która przypomina przeciąganie liny: każdy z całych sił ciągnie w swoją stronę. Takie siłowe negocjacje, w których obie strony prężą muskuły, najczęściej kończą się jednak fiaskiem. Bo albo lina pęka i wszyscy się przewracają – czyli skłócone strony rozchodzą się z zachowaniem wzajemnych urazów – albo też ktoś kogoś w końcu przeciągnie i powali na ziemię. Tyle że ten pokonany najczęściej nie chce swojej porażki pokwitować u notariusza.

W swej pracy pośrednika widziałem niejedną transakcję, która rozbijała się o tysiąc złotych, mimo że wartość nieruchomości sięgała nawet pół miliona. Pamiętam umowę, podczas której klienci wyszli z kancelarii, bo właściciele nie chcieli zostawić w mieszkaniu dziesięcioletniej pralki. I sytuację, gdy właściciele zrezygnowali ze sprzedaży, bo kupujący nazwali ich antyki starymi gratami. Ale prowadziłem też dziesiątki rozmów negocjacyjnych, które mimo początkowej różnicy, sięgającej nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych, kończyły się porozumieniem i serdecznym uściskiem dłoni. A po wyjściu od notariusza – wspólnym obiadem przy lampce szampana.

 

Facebook